Pierwszy przegląd infrastruktury zwykle kończy się listą usterek i wnioskiem, że „trzeba to uporządkować”. Trzy miesiące później okazuje się, że najwięcej zmieniło się nie w konfiguracji, a w sposobie, w jaki zespół rozmawia o dostępie do systemów. Poniżej zapis tego, co faktycznie zostało poprawione, a co nadal czeka na decyzję.
Inwentaryzacja kont, która wyszła poza tabelę
Punktem wyjścia był arkusz z kontami uprzywilejowanymi w trzech środowiskach: produkcyjnym, testowym i biurowym. W trakcie przeglądu okazało się, że część wpisów dotyczy osób, które od dawna nie pracują w firmie, a kilka kont współdzielonych nadal ma aktywne klucze API. Sama lista nie wystarczyła — trzeba było przypisać każde konto do konkretnej roli i właściciela.
Po pierwszym przeglądzie wprowadziliśmy zasadę, że każde konto uprzywilejowane ma osobę odpowiedzialną za jego przegląd co kwartał. Nie jest to rewolucja, ale wymusiło konkretną zmianę: zamiast pytać „kto ma dostęp do bazy”, pytamy „kto odpowiada za ten dostęp i kiedy go ostatnio potwierdził”.
Reguły ruchu między segmentami sieci prywatnej
Segmentacja była w firmie od dawna, ale reguły między strefami powstawały przy okazji kolejnych projektów i nikt ich później nie porządkował. Efekt był przewidywalny: kilkanaście reguł „any-any” w miejscach, gdzie wystarczyłby jeden konkretny port. Po przeglądzie zamknęliśmy większość z nich, zostawiając wyjątki tylko tam, gdzie zespół potrafił uzasadnić potrzebę.
Najwięcej pracy zajęło nie samo zamknięcie reguł, a ustalenie, kto może je otwierać ponownie. Wprowadziliśmy krótki formularz z uzasadnieniem i terminem ważności — reguła wygasa po 90 dniach, jeśli nikt jej nie odnowi. To prosty mechanizm, ale skutecznie ogranicza nawarstwianie się starych wpisów.
Monitoring zagrożeń: mniej logów, więcej sygnałów
Przed przeglądem zbieraliśmy praktycznie wszystko, co dało się zbieraliśmy. Po analizie okazało się, że ponad połowa zdarzeń nigdy nie została przejrzana, a zespół reagował tylko na alerty z kilku źródeł. Zamiast dokładać kolejne narzędzia, zawęziliśmy zakres: uwierzytelnienia do systemów wewnętrznych, ruch wychodzący do nieznanych adresów i zmiany w uprawnieniach.
To nie znaczy, że reszta logów zniknęła — nadal są archiwizowane na wypadek dochodzenia. Zmienił się priorytet: to, co trafia do kolejki analityka, ma konkretny powód, a nie tylko „bo się zalogowało”.
Co nadal czeka na decyzję
Nie wszystko udało się domknąć. Wdrożenie uwierzytelniania wieloskładnikowego dla kont technicznych nadal jest w zawieszeniu, bo wymaga zmiany sposobu działania skryptów wdrożeniowych. Podobnie z przeglądem dostępu partnerów zewnętrznych — tu brakuje osoby, która po stronie biznesu potwierdzi, kto realnie potrzebuje dostępu do środowiska testowego.
Z perspektywy trzech miesięcy najważniejsza zmiana nie dotyczyła technologii. Dotyczyła tego, że przegląd przestał być jednorazowym wydarzeniem, a stał się cyklem z właścicielami i terminami. Reszta to konsekwencja.